Twoja przeglądarka nie obsługuje skryptów JavaScript - działanie strony jest mocno ograniczone.

„Nie chodzi o ideologię. Chodzi o lepszą naukę” – rozmowa z prof. Anną Chełmońską-Soytą, Ambasadorką Równości

prof. dr hab. Anna Chełmońska-Soyta

Anna Chełmońska-Soyta, prof. nauk weterynaryjnych o specjalności immunologia weterynaryjna, autorka publikacji naukowych z zakresu immunologii reprodukcji, nauczyciel akademicki na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu (UPWr), kierownik Laboratorium Immunologii Rozrodu w Instytucie Hirszfelda Polskiej Akademii Nauk. Prof. Chełmońska-Soyta opublikowała ponad 50 prac naukowych o zasięgu międzynarodowym, była promotorem 12 doktorantów i ponad 20 magistrantów. Członkini rad naukowych instytutów i wielu towarzystw naukowych. Była prorektorka UPWr ds. innowacji i współpracy z gospodarką i umiędzynarodowienia w kadencjach 2016-2020 i 2020-2024.

Na początek poproszę, aby opowiedziała Pani o sobie i o swoich działaniach na rzecz równości.

Pracuję na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu oraz w Instytucie Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. Ludwika Hirszfelda, PAN. Przez osiem lat – od 2016 roku – na UPWr pełniłam funkcję prorektorki: najpierw ds. innowacji, a następnie ds. umiędzynarodowienia.

W tym czasie uznałam, że na uczelni konieczne jest powołanie komisji ds. równości płci i przeciwdziałania dyskryminacji – wcześniej takich struktur po prostu nie było. Zainicjowałam więc jej powstanie, zapraszając do współpracy zarówno młode badaczki, jak i badaczy. Komisja szybko rozpoczęła realne działania, m.in. opracowując regulamin i ramy instytucjonalne.

Bardzo ważnym momentem była także zmiana statutu uczelni w związku z tzw. ustawą Gowina. Zależało mi, aby kwestie równości płci zostały w nim wyraźnie zapisane. Proponowałam również wprowadzenie parytetów, co spotkało się z dużym oporem – co ciekawe, także ze strony kobiet. To było dla mnie jedno z najbardziej pouczających doświadczeń. Często mówi się, że kobiety bywają strażniczkami patriarchatu i niestety coś w tym jest.

Dlaczego równość płci w nauce i innowacjach jest dla Pani tak ważna? Wielu badaczy postrzega ją jedynie jako formalny wymóg.

Z perspektywy bardzo ogólnej – zgodnie z podejściem UNESCO – równość płci to kwestia pełnego wykorzystania potencjału i talentów. Kobiety i mężczyźni różnią się sposobem myślenia, podejściem do problemów badawczych, funkcjonowaniem w zespołach. Jeśli z tej różnorodności rezygnujemy, nauka na tym traci.

Dziś doskonale widać to także w kontekście sztucznej inteligencji. AI trenowana jest głównie na danych tworzonych przez mężczyzn, przez co reprodukuje męski sposób myślenia. Dlatego obecność kobiet w nauce i technologii jest kluczowa – również po to, by korygować te uprzedzenia systemowe.

Jeśli równość traktujemy wyłącznie jako wymóg formalny, naturalnie rodzi się opór. Kluczowa jest edukacja i pokazywanie konkretnych korzyści. Dobrym przykładem są badania translacyjne na zwierzętach laboratoryjnych – przez lata wykorzystywano głównie samce, obawiając się cyklu hormonalnego samic. Tymczasem badania pokazują, że nieuwzględnianie samic prowadzi do błędnych wyników. Gdy naukowcy rozumieją sens takich wymogów, przestają postrzegać je jako ideologiczne narzędzie.

Czy różnorodność rzeczywiście przekłada się na lepsze wyniki badań?

Nie da się wskazać jednego prostego przykładu, ale mam bardzo dobre doświadczenia z interdyscyplinarnych projektów, m.in. we współpracy z Politechniką Wrocławską. Zespoły były zróżnicowane zarówno pod względem płci, jak i zaplecza naukowego.

Różnice w sposobach myślenia były wyraźne – mężczyźni często myślą bardziej zadaniowo i konkretnie, kobiety częściej widzą szerszy kontekst. To wymagało wzajemnego uczenia się, ale właśnie to przynosiło najlepsze rezultaty. Dlatego uważam, że interdyscyplinarność i różnorodność są kluczem do rozwoju nauki.

Jakie bariery w karierze kobiet w nauce są dziś najbardziej widoczne?

Szklany sufit nadal istnieje. W grupie studentów i doktorantów proporcje są względnie wyrównane, ale im wyżej w hierarchii – tym kobiet jest mniej. Stanowiska decyzyjne na uczelniach wciąż są zdominowane przez mężczyzn.

Ogromną barierą jest także poczucie odpowiedzialności związane z funkcjami zarządczymi. Sama byłam namawiana do kandydowania na rektorkę, ale przestraszyłam się skali tej odpowiedzialności. Myślę, że wiele kobiet analizuje ryzyko bardzo szczegółowo, podczas gdy mężczyźni nie mają takich zahamowań.

Bez systemowego wsparcia – zwłaszcza dla osób po doktoracie, łączących pracę naukową z życiem rodzinnym – realna równość pozostanie hasłem.

Jakie przesłanie przekazałaby Pani młodym badaczkom?

Zawsze mówię uczciwie – praca naukowa jest trudna i bardzo wymagająca. Naukowiec często jest sam ze swoimi decyzjami, a praca pochłania ogromną ilość energii. Ale jednocześnie daje niezwykłe poczucie spełnienia, niezależności i siły.

To ścieżka, którą trzeba wybrać świadomie – znając zarówno koszty, jak i profity. Dla mnie to najpiękniejsza praca na świecie. Gdybym miała wybierać jeszcze raz, wybrałabym dokładnie tę samą drogę.

Czy była kobieta-naukowczyni, która szczególnie Panią inspirowała?

Z pewnością Hanna Hirszfeld – wybitna badaczka, która rozwijała swoją karierę w cieniu znanego męża, a mimo to zachowała niezależność i własną drogę naukową. Inspirowała mnie również moja mentorka, prof. Maria Nikołajczuk.

Musimy opowiadać historie takich kobiet, bo zbyt często giną one w cieniu historii nauki.

Korzystanie ze strony oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, niektóre mogą być już zapisane w przeglądarce. Więcej informacji można znaleźć na stronie: polityka prywatności.