dr Magdalena Półtorak
Doktorka nauk prawnych, adiunktka w Instytucie Nauk Prawnych Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, członkini zespołu badań nad prawem międzynarodowym publicznym i prawami człowieka. Uczestniczka projektów badawczych (m.in. Progress, NCN), członkini Stowarzyszenia Prawa Międzynarodowego (ILA) – Grupa Polska, stypendystka ERA Peter Caesar Scholarship. Autorka licznych publikacji nt. równości płci, ochrony praw kobiet (szczególnie migrantek i uchodźczyń) oraz work-life balance, wydanych m.in. przez Routledge, Springer i Peter Lang. Aktywna uczestniczka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych. Członkini zespołu wdrażającego Plan Równości Płci w UŚ oraz koordynatorka dydaktyki w zakresie gender equality.
Jakie działania promujące równość płci podejmuje Pani w swojej instytucji, zespole lub środowisku naukowym?
Promowaniem równości płci zajmuję się od blisko dwudziestu lat. W macierzystej instytucji (którą jest Uniwersytet Śląski w Katowicach) zaczęłam od badań na potrzeby prac dyplomowych (magisterskiej i doktorskiej) poświęconych równości płci na rynku pracy oraz w przestrzeni politycznej, których wyniki upowszechniałam, a następnie współrealizowałam duży międzynarodowy projekt dotyczący luki płacowej. Ostatnia dekada to natomiast urodzaj rozmaitych i ciągłych aktywności, począwszy od realizowanych rokrocznie zajęć dydaktycznych z zakresu równouprawnienia płci oraz praw kobiet, poprzez współtworzenie, a następnie wdrażanie pierwszego w Uniwersytecie Śląskim Planu Równości Płci i wymianę doświadczeń w tym zakresie z innymi uczelniami w Polsce i za granicą – tu na uwagę zasługuje zwłaszcza projekt GEPARD, współprzewodniczenie i koordynowanie prac pierwszej uniwersyteckiej komisji ds. równości i różnorodności, po codzienne wręcz prorównościowe rzecznictwo w każdym aspekcie funkcjonowania Uniwersytetu oraz „mojego” Wydziału Prawa i Administracji. Jako prawniczka i badaczka staram się przede wszystkim działać na rzecz tworzenia prawnych (wewnątrzuniwersyteckich) gwarancji równości płci oraz weryfikować ich skuteczność. Działaniom tym towarzyszyć musi jednak ich promocja oraz spójna retoryka, gdzie kluczowy jest włączający i oddający rzeczywistość język, którego na co dzień bardzo pilnuję.
Jaką rolę, Pani zdaniem, powinny odgrywać w promowaniu równości i wspieraniu kobiet w nauce programy takie, jak Horyzont Europa?
Oprócz prowadzenia własnych obserwacji od kilku lat przyglądam się także raportom She Figures, których wyniki dowodzą, że w nauce i badaniach wciąż nie ma faktycznej równości. W takich sytuacjach zarówno prawo międzynarodowe, jak i prawo unijne zezwalają, a nawet zobowiązują do zastosowania tzw. środków wyrównawczych – czyli czasowych rozwiązań mających na celu wyrównanie szans grupy niedoreprezentowanej, w tym przypadku kobiet. Jako osoba zajmująca się prawami człowieka oraz prawem UE osobiście bardzo wierzę w wychowawczą funkcję samego prawa i tego rodzaju programów, zwłaszcza kiedy światowy trend w obszarze równości płci ostatnio dość wyraźnie się zmienia. To swoiste „wymuszenie” na uniwersytetach i instytucjach badawczych uwzględnienia kwestii płci – zarówno pod postacią Planów Równości Płci, jak i w odniesieniu do różnorodności zespołów badawczych oraz treści samych badań – stanowi dziś, w mojej opinii, jedną z niewielu gwarancji faktycznej równości kobiet i mężczyzn w obszarze nauki i badań, swoisty „zawór bezpieczeństwa”, który być może zapobiegnie potencjalnemu regresowi, jeśli wskutek krajowych polityk badaczki będą wtłaczane w stereotypowe role. Mam głęboką nadzieję, że zapoczątkowany Horyzontem Europa proces działań ku faktycznej równości płci przyczyni się ostatecznie do realnej i trwałej zmiany uniwersytetu, zwłaszcza, że to podmiot społecznie odpowiedzialny. Jeśli prowadzone tu badania mają wywierać jak najsilniejszy społeczny wpływ, to trzeba korzystać z całości, a nie tylko części akademickich zasobów. Program taki, jak Horyzont Europa ma szansę być tu prawdziwym gamechangerem.
Jakie przesłanie przekazałaby Pani młodym badaczkom, które dziś zaczynają swoją drogę naukową?
Zawsze stójcie „przy sobie” i miejcie „własny pokój”.
Być dobrą badaczką, zawsze w zgodzie ze sobą, jednocześnie pozostawiając sobie przestrzeń na to, co osobiście ważne i potrzebne w życiu prywatnym na pewno będzie trudno. Jest to jednak wyzwanie, z którym – moim zdaniem – warto się zmierzyć. Po pierwsze dla siebie samej, bo ważne, zwieńczone publikacjami badania czy udane projekty, zwłaszcza w międzynarodowych zespołach, dają ogromną satysfakcję i poczucie sensu wykonywanej pracy. Po drugie, dla innych kobiet, bo doda im to wiary, że da się pogodzić naukowe ambicje z tzw. prozą życia. Na szczęście wokół nas jest coraz więcej naukowczyń, które wypracowują własny styl uprawiania nauki, nie wchodząc „w męskie buty”, nie udając, że typowo „kobiece” problemy czy dylematy ich nie dotyczą. Dzięki temu są autentyczne. Szukajcie takich właśnie mentorek, a między sobą bądźcie solidarne.
Bardziej przyziemnie natomiast – za Virginią Woolf zalecam, by mieć „własny pokój”. Dosłownie i w przenośni. Wielkie badania opracowywane nocą przy stole w jadalni to zbędny heroizm. Intelektualna i twórcza praca wymaga bowiem odpowiednich warunków do jej wykonywania, a realizacja marzeń i ambicji zawodowych – sprawiedliwego współdzielenia domowych obowiązków z partnerem. Warto o te kwestie zadbać jak najwcześniej.