Ważność artykułu wygasła - article has expired.
Strategii Lizbońskiej nie należy całkowicie przekreślać - uważa wicepremier,
minister gospodarki Waldemar Pawlak. Jak podkreśla, w odróżnieniu od Stanów
Zjednoczonych czy Japonii, Unia Europejska jest konglomeratem różnych krajów i
kultur, a model jej funkcjonowania, w tym Strategia Lizbońska, bardziej
przystaje do globalnych wyzwań, gdzie ludzie muszą się ścierać w różnych
relacjach, dojrzewać, poznać się, zbudować różnego rodzaju więzi. Według niego,
do czterech swobód UE warto dołożyć piątą: swobodę wymiany wiedzy.
W opinii wicepremiera Pawlaka, fakt, że Unia nie przegoniła Stanów Zjednoczonych
pod względem innowacji i wdrożeń w gospodarce, nie oznacza, że nie wygraliśmy
niczego na próbach wprowadzenia w życie Strategii Lizbońskiej. Przeciwnie - to
było bardzo cenne doświadczenie.
"Najważniejsze, aby bardziej stawiać na rozwój niż na perfekcję. Perfekcję jest
trudno osiągnąć, jest ona dostępna dla nielicznych. A postęp jest możliwy dla
każdego, trzeba się tylko o to starać" - tłumaczył minister w styczniu podczas
rozszerzonego posiedzenia rady Polskiej Izby Gospodarczej Zaawansowanych
Technologii.
"Jak spojrzymy na to, co ludzi motywuje, to - nie tylko samą kasą człowiek żyje.
Jak weźmiemy na przykład fenomen open source'u (odłam ruchu wolnego
oprogramowania-PAP), to jest to kultura daru, a nie kultura wymiany" - zauważył
Pawlak.
Jak wyjaśnił, członkowie tego ruchu nie wymieniają się podstawowymi narzędziami,
ale rozwijają je, dodając własny wkład intelektualny. W tej kulturze pozycję
buduje się nie zarobioną sumą pieniędzy, ale jakością tego, co dodało się do
wspólnego dzieła. A tutaj każdy może się okazać wyjątkowym i niezwykłym.
Przykładem jest Wikipedia - przedsięwzięcie nastawione nie na biznes, które
wielu ludziom daje satysfakcję nawet nie dlatego, że ktoś ich wymienia jako
autorów, tylko z tego powodu, że są oni tymi, którzy kształtują wiedzę
współczesnego świata.
W opinii Pawlaka, innowacyjność musi się wiązać z dzieleniem się wiedzą,
wzajemnym inspirowaniem się, a przez to wejściem w zupełnie inną ekonomię.
"Wówczas każdy z nas zachowuje swoją wiedzę, a jednocześnie poznaje wiedzę
partnera i znajdzie uogólnienia czy też refleksje, których niewykluczone, że
sam, w pojedynkę by nie zauważył. Dlatego w kontekście Strategii Lizbońskiej
(jeśli położymy-PAP) akcent na dołożenie do tych czterech swobód jeszcze dodanie
piątej swobody - wymiany wiedzy, to może być taka specjalność europejska" -
stwierdził minister gospodarki.
Wicepremier przypomniał, że popularne sposoby ochrony własności intelektualnej
często zawodzą. Patenty w niektórych regionach w globalnej gospodarce po prostu
nie obowiązują, a dla nieuczciwych przedsiębiorców patent bywa prostą
instrukcją, jak skorzystać z technologii nie przestrzegając reguł.
"Swoboda wymiany podstawowych narzędzi sprowadza się do tego, że matematyki i
fizyki nikt nie chce opatentować. To jest ta podstawowa wiedza, która daje
możliwość tworzenia bardzo ciekawych rozwiązań" - podsumował Pawlak swoje
rozważania nad zjawiskiem open source.
Dodał, że innowacyjność w Polsce wymaga skutecznych narzędzi wsparcia.
Zaznaczył, że wprowadzony ustawą o wspieraniu niektórych form działalności
innowacyjnej status centrum badawczo-rozwojowego (obecnie takich centrów jest
20) to mechanizm, który wymaga dodatkowego impulsu. Podkreślił, że warto
przełamać zachowawcze myślenie tych, którzy decydują o finansach, m.in.
określając ulgi dla centrów badawczo-rozwojowych. Jego zdaniem, obecnie
obowiązująca kwota nie jest znacząca.
"W ministerstwie finansów, w toku prac nad ustawą o innowacyjności nie możemy
przełamać prostego schematu: żeby zarobić, trzeba najpierw zainwestować. Warto -
żeby później mieć nowe technologie, nowe rozwiązania" - przekonywał szef resortu
gospodarki.
Wspomniał też o problemie z kredytem technologicznym. Bardzo trudne okazuje się
dla przedsiębiorców pozyskanie premii w tym kredycie. Zdaniem wicepremiera
Pawlaka, warto wspierać firmy, wykorzystujące ten mechanizm. Firmy
badawczo-rozwojowe na ogół są prowadzone przez ludzi bardzo odpowiedzialnych,
którym zależy na reputacji. Inwestycje B+R wiążą się z bardzo wysokim ryzykiem,
jednak nawet w razie "wpadki", przedsiębiorstwa te nie spowodują konsekwencji,
których Polska nie wytrzyma.
"Myślę, że nie należy popadać w zbytni pesymizm. To, że mamy wzrost PKB, to też
jest premia za pewną pomysłowość, za radzenie sobie w trudnych czasach. Może my
nie potrafimy zapisać tego w statystykach, ale realnie potrafimy sobie radzić. I
teraz potrzebne jest wprowadzenie takich mechanizmów, które będą premiowały
tych, którzy potrafią wykorzystać swoje pomysły, swoją wyjątkową pasję, wiedzę
do rozwoju naszego kraju, a także - nawiążę tu do tej kultury daru, wymiany.
Szczególnie dla środowiska nauki ten element prestiżu, szacunku, respektu jest
ogromnie ważny" - podsumował wicepremier. KOL
PAP - Nauka w Polsce
http://tinyurl.com/y9kzpx8
(02.02.2010)